<
|
|
|
|
|
Artykuł niezależny |
W serwisie od: 2010-07-23 22:18:22 | Dział: Proza
Jowita
autor: Grażyna Szklarz
Ironia w wierszu bywa trudna,
w życiu - przewidywalna
Pada deszcz. Krople spływają po brudnej szybie. Od godziny jadę w pociągu. Miarowy stukot. Jest ciepły wieczór.
Zastanawiam się dlaczego brakuje w moim życiu magii, o której inni opowiadają. Potrafię przewidzieć zachowania, znaleźć przyczynę, zapowiedzieć skutek. Z punktu A przejść logicznie do punktu B. Zdobyłam wiedzę logiczną, trafną. Jakieś 7 lat zajęło mi poznanie w jaki sposób działają nasze „trybiki”.
Na murze jakiś graficiarz wymalował I R O N I A. Może się pomyliłam, bo kolorowe hasło mignęło tylko przed oczyma.
Jeśli ironia to tylko przewidywalna.
***
Dwa lata temu wyszłam za mąż. Dwa lata temu poznałam Tobiasza. Trzy dni temu się rozwiodłam. Trochę jak z telenoweli: Wszystko się może zdarzyć. W sumie historia jak z pamiętnika zawiedzionej mężatki, potoczyło się wszystko tak szybko, o pewnych sprawach nie było czasu pomyśleć. Zaskakujące – tego czasu nie było wtedy, a teraz skrupulatnie rozebrałam na części pierwsze ostatnie parę dni.
Na przykład nasze dzisiejsze spotkanie.
Na spotkanie z Tobiaszem szykowałam się jak na pierwszą randkę. I chyba najdroższą, bo nigdy wcześniej nie wydałam na siebie takiej pokaźnej sumy pieniędzy.
Ale już tego dnia rano wiedziałam, że Tobiasz powie mi o swoich planach i mnie w nich nie będzie. Czarnowidztwo? Intuicja? A może mylimy się sądząc, że los jest nieprzewidywalny?
Malowałam oczy i rozmazałam tusz.
Widziałam ją oczyma wyobraźni. Jaka Ona powinna być zbyt dobrze wiedziałam, aby mieć wątpliwości , co do jego wyboru. Mimo to zasługiwaliśmy oboje na to spotkanie.
O rozwodzie nie wiedział. To miała być niespodzianka. I intuicyjnie czułam, że nie zdążę pokazać papierów rozwodowych. Mimo to kupiłam najładniejszą sukienkę w centrum handlowym. Starannie dobrałam dodatki. Zaliczyłam modny salon fryzjerski, który równo, pod moje dyktando, dopełnił mój wizerunek.
Tego dnia, nie mogłam nie być sobą.
Nurtuje mnie pytanie nie o to, dlaczego się spóźniłam, nurtuje mnie – dlaczego wiedziałam.
Dlaczego tak, jak w pracy zawodowej, potrafię sobie ładnie wszystko ułożyć. I zagra jak w filmie.
Tobiasz dzielił się swoimi wrażeniami, czasem pytał, czy słucham, co u mnie. A ja wciąż myślałam, że w torbie leżą papiery, które przywróciły mi wiarę na lepszą przyszłość. I że czekałam na ten moment, i że wiedziałam, że nie mogę za dużo oczekiwać.
W końcu wyrzuciłam słowa, które gdzieś podświadomie układałam u fryzjera i w domu przed lustrem.
Taki triumf nad losem, o ile Los jest i faktycznie dał się podejść.
Wracam pociągiem sama. Z przeświadczeniem, że rozsypała się układanka i znów trzeba będzie wszystko poskładać.
Myślę o Tobiaszu, o tym, że go nie oszczędziłam. Zrzuciłam na niego odpowiedzialność za mój los.
I tak wprost mu powiedziałam, czego oczekuję.
Ale może właśnie dlatego, gdy następnym razem przyjdzie do mnie kolejna pacjentka i użalać się będzie nad swoim losem, nad krzyżowaniem planów, nad okrutnością losu powiem jej, że los jest zbyt przewidywalny, by udawać zdziwioną. I powinna stawić mu czoła, jak ja. Pomimo tego, że pada deszcz i telefon milczy.
Świadomość jego milczenia jest odrobiną magii na dziś.
|
Grażyna Szklarz
- 28 lat... sny, wspomnienia, pejzaże... sprawdź autora |
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Redakcja zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii zawierającej treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, reklamowe, naruszające prawa cernuus.art.pl lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego.
Jednocześnie przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie, o których mowa powyżej, może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
|
|
|
|