Kim jesteśmy
  Publikuj, kontakt
  O autorach
Nowy numer Archiwum Informator kulturalny Galeria Linki

Cernuus poleca
Czwartek - Putek
brewiarz. moje małe drobiazgi - Sławomir Hornik
notatka z 01.04.2007 - Łukasz Podgórni
Babcia - Karol

Ostatnio dodane
Kaliope - Rafał Biel
wodnisko - Rafał Biel
strażnica - Rafał Biel
casual friday - Rafał Biel
bajkonur - Rafał Biel
Pytanie - Putek
Akcja "Wisła" - Rafał Biel
cafeteizm - Rafał Biel
Słowa - Putek
sukkub - Rafał Biel
Katzenjammer - Putek
Na różowo - Putek
skrzyżowanie Przyjaciół i Koszykowej - Rafał Biel
Strony - Putek
Debiut
Na Wiosne - Patryk Baran
Jowita - Grażyna Szklarz
Światło - Grażyna Szklarz
...a kiedy już Cię zabiję. - Justyna Szymczyk
Spacer Chopina - Grażyna Szklarz
Weranda - Emilia Szumiło
47 minut - Justyna Szymczyk
Mamo - Emilia Szumiło
stabilność - Emilia Szumiło
u boku Stagirus - Emilia Szumiło
"Erotyk" - Benia
Ze strachu przed baniem - Patryk Baran
Autsajder - Benia
Sierpniowy papieros 03 - Patryk Baran

Najlepiej ocenione
notatka z 01.04.2007 (6) - Łukasz Podgórni
TD1-WIERNI ROCK`N`ROLLOWI (6) - Krystian Zemanowicz

Najchętniej czytane
Czwartek (113) - Putek
GOLIZNA, ROZKOSZ, CZYLI SEKS-REKLAMA W TELEWIZJI (113) - Monika Głowacka
u boku Stagirus (107) - Emilia Szumiło

<



Basia Raduszkiewicz
Artykuł niezależny  |   W serwisie od: 2005-04-21 14:36:23  |   Dział: Proza

Wrocław
autor: Marcin Krasucki

Mówią, że nie ma nic piękniejszego niż zachód słońca nad morzem. Jest. Na przykład para ładnych i dużych piersi kobiecych. Albo dwie butelki Chivas Regal i kilka cygar. Albo Śląsk w pierwszej lidze. Ale mogę się mylić - nigdy nie byłem nad morzem.

We Wrocławiu zachód słońca też może być piękny. Na przykład tam albo siam (tu wstawcie sobie jakiś zabytek z przewodnika po mieście).

Zresztą, w dupie mam zachód słońca.

Wrocław jest dużym miastem. Dużym i starym. Chociaż miejscami wcale nie tak dużym i całkiem nowym, ale to tylko miejscami.

Podobno we Wrocławiu jest tyle mostów, że hej. Nie wiem, nigdy ich nie liczyłem.

Urodziłem się w szpitalu na 1 Maja. Był rok 1975, więc ani nie było dobrze, ani źle, zresztą zupełnie tak jak i teraz. Płakałem jednak, ale dzieci mają to do siebie, że płaczą.

Płaczę i teraz, mimo że nie jestem już przecież dzieckiem. Chociaż z drugiej strony trochę jestem. Jestem dzieckiem swojej matki, dzieckiem-kwiatem, dzieckiem w kolebce kto łeb urwał hydrze. Poza tym jestem nieco infantylny.

Nie ma nic lepszego na smutki niż bajki z Królikiem Bugsem. No, może poza cyckami, whisky itd. W sumie samego Królika Bugsa lubię średnio, wolę Yosemite Sama albo nawet i Strusia Pędziwiatra, ale wiecie o co mi chodzi z tym Królikiem Bugsem - tak się mówi. Niestety nie mogę sobie poprawić humoru kreskówką, gdyż nie mam magnetowidu, a zbliża się północ i w telewizji nie ma już żadnych bajek.

Drugi wariant - nie ma nic lepszego na smutki niż butelka wódki. I rym, i prawda. Nie mam jednakże pieniędzy na wódkę, odkąd je przepiłem.

Płaczę więc, bo taki ze mnie płaczek.

We Wrocławiu mamy Panoramę Racławicką, która jest sławna na cały świat, zresztą jak cały Wrocław.

Byłem w Panoramie Racławickiej trzykrotnie. Pierwszy raz, potem drugi, a na końcu trzeci. Za każdym razem potwornie się wynudziłem, bo jestem mało wrażliwy na piękno (wyłączając piękno kobiece, piękno dwóch butelek whisky itd.). Prawdę mówiąc za pierwszym i drugim razem byłem jeszcze dzieckiem, a za trzecim byłem zmęczony.

17 marca 1996 roku spotkałem pewnego faceta, który opowiedział mi następująca historię:

Dawno, dawno temu, za górami za lasami był sobie władca, który pewnego dnia wymyślił, że uwolni świat od wszelkiego zła i w tym celu zaatakował Irak. Kilka lat wcześniej jego ojciec ratował przed Irakiem Kuwejt, ale z mizernym skutkiem.

Nie o tym jednak była ta historia. Historia była o pewnej dziewczynie z zapałkami, która wracała samotnie z dyskoteki w Ch. i natknęła się pechowo na czterdziestu pijanych szeregowców, którzy urwali się na samowolkę z pobliskich koszar w K. Niewiele myśląc po kolei zgwałcili dziewczynę, a co bardziej jurni - dwa razy.

I wszystko skończyłoby się dobrze, gdyby dziewczyna w szpitalu nie wypaplała wszystkiego policji.

Historia ta zapadła mi w pamięć po pierwsze dlatego, że nigdy nie byłem w wojsku, a po drugie dlatego, że nigdy nikogo nie zgwałciłem. Nie interesuję się również polityką.

We Wrocławiu mamy Zoo, w którym widziałem kiedyś państwa Gucwińskich.

Płaczę i smarkam w chustkę do nosa, która należała kiedyś do mojego dziadka i nie mam pojęcia skąd się u mnie wzięła.

Wrocław ma wielkie zasługi względem świata. To we Wrocławiu urodził się Kopernik. To we Wrocławiu odbył się Chrzest Polski. To Wrocław uczestniczył w Kampanii Wrześniowej. To Wrocław zbudował Piramidę Hejhopsa.

Budzę się w nocy i w półśnie rozdrapuję rany. Nigdy nie sypiałem dobrze. Nieraz naliczyłem z milion baranów. Albo i więcej.

Na Psim Polu stoi ogromny hangar. Nikt już nie pamięta kto i po co go wybudował. Kilka lat temu pewien mój znajomy kupił od miasta ten hangar i odremontował. Aktualnie ma w nim biuro. Biuro o powierzchni 7200 m2.

Mój pies wabił się Reks. Lubił się tak wabić, bo gdy wołałem go po imieniu to merdał ogonem. Zdechł śmiercią tragiczną - przejechał go tramwaj linii 17.

Mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich ulic stos.

Nie bardzo pamiętam niebieskie tramwaje, chociaż trochę pamiętam. Obecnie wrocławskie tramwaje nie są już niebieskie, przynajmniej nie w całości. Są oblepione reklamami produktów oraz firm.

Firma mojego kolegi, który ma biuro w hangarze, nigdzie się nie reklamuje. Prawdę mówiąc niczym się nie zajmuje. Jej działalność polega na istnieniu.

Mój kolega nazywa się Inglot. W jego biurze o powierzchni 7200 m2 na samym środku stoi biurko, a przy nim krzesło. I nic więcej. Żeby dostać się do biurka trzeba przejść od wejścia ok. 60 m. Wbrew pozorom jest to kawał drogi. Na szczęście Inglot nie miewa żadnych interesantów, a jedynym gościem w jego biurze bywam ja oraz Duch Święty.

Ożeniłem się w wieku 22 lat. Już nie pamiętam dlaczego.

Jedna z moich szkolnych koleżanek wysłała mi kiedyś kartkę z Portugalii. Było na niej napisane co następuje: "Serdecznie pozdrowienia z gorącej Portugalii. Monika".

Monika była jedną z najbrzydszych dziewcząt w szkole. Zastanawiam się dlaczego nie otrzymałem kartki od jednej z najładniejszych, na przykład od Beaty. Może dlatego, że Beata zginęła w katastrofie lotniczej w 1992.

Inglot ma żonę i dwoje dzieci, ale nie pozwala im odwiedzać się w biurze. Żona Inglota ma na imię Anna i jest dosyć ładna, chociaż figurę ma taką sobie. Synowie Inglota to bliźniacy jednojajowi, którzy są identyczni. Na dodatek mają takie same imiona, drugie imiona oraz, co dosyć oczywiste, nazwiska. Obaj nazywają się Michał Marek Inglot. Przewrotny ten mój kolega, który zresztą też nazywa się Michał Marek Inglot, podobnie jak jego ojciec, dziadek, pradziadek i babcia ze strony matki, co akurat jest wyjątkowo kuriozalnym zbiegiem okoliczności.

Rozwiodłem się w wieku 22 lat. Nie straciłem wiele czasu.

We Wrocławiu panuje opinia, że Wrocław to jest Wrocław. Nie sposób się z nią nie zgodzić.

We Wrocławiu panuje też upał, mimo że mamy koniec września. Dziwnie się czuję w krótkich spodniach 4 tygodnie po rocznicy wybuchu II Wojny Światowej.

Dziwnie się też czuję, gdy tak siedzę i płaczę.

Chciałbym mieć teraz dwie butelki Chivas Regal i trochę cygar. Zapytacie pewnie w końcu po co mi dwie, skoro i tak upiłbym się jedną i zasnął? Sprawa jest prosta - ponieważ pijąc jedyną ciągle myślałbym o tym, że może mi zabraknąć i straciłbym całą przyjemność z picia. Podobnie z cygarami - nie może być jedno, albo nawet dwa. Co najmniej cztery.

Prawdę mówiąc cygaro paliłem raz w życiu. Zaciągnąłem się i długo kaszlałem. Chivas Regal piłem dwa razy w życiu. Raz, a później drugi.

Inglota poznałem podczas praktyk w Policealnym Studium Budowlanym. Nie chodził co prawda do mojej klasy (w ogóle to chyba skończył tylko podstawówkę), ale kręcił się w pobliżu, gdy próbowałem stawiać murek, czy coś w tym rodzaju. Polubiliśmy się, bo piliśmy razem wódkę.

Chciałbym mieć teraz butelkę wódki, skoro nie mogę mieć dwóch butelek Chivas regal. Na szczęście mam fajki, może starczy mi do rana.

Płaczę już dobre dwie godziny i ciągle chce mi się płakać. Jeżeli tak dalej pójdzie, to się odwodnię. Zaraz pójdę i napiję się przegotowanej wody z czajnika, która zdążyła już chyba ostygnąć.

Gorąco jak na dwudziestą drugą. Gorąco jak na koniec września.

Pierdolone krasnale. Wypiły mi całą wodę. Będę musiał znów zagotować trochę, ale tym razem wezmę czajnik ze sobą do pokoju. Nie pijam kranówy. We Wrocławiu kranówa jest niezdrowa.

Nienawidzę krasnali, mimo że kiedyś sam byłem jednym z nich. Było to 1 czerwca 1987 roku, w Dzień Dziecka. Pamiętam, że wstałem około piątej, czyli o wiele wcześniej niż zwykle. W wieku 12 lat wstawałem bowiem później niż około piątej - po co miałem wstawać wcześniej? Ale wtedy obudziłem się z własnej woli, gdyż sen, który śniłem, był wyjątkowo elegijny jak na dwunastolatka. Powinno było dać mi to do myślenia, ale nie dało. Włożyłem na siebie krótkie portki i kaftan zapinany na jeden guzik. Następnie poszedłem do kuchni i zjadłem bułkę z pasztetem, która została z kolacji i matka zawinęła ją w papier, który fajnie przesiąkł masłem. Bułka smakowała wyśmienicie i natychmiast postawiła mnie na nogi. Czego jak czego, ale pasztetu i parówek brakuje mi z tamtych czasów. Wracając do tematu. Zjadłszy bułkę i postawiwszy się na nogi, wyczesałem i przyczepiłem sobie brodę, założyłem czerwone botki z zakrzywionymi noskami oraz wdziałem na głowę szpiczastą czerwona czapę. Uśmiechnięty od ucha do ucha wyszedłem na ulicę z jedyną odpowiednią pieśnią na ustach, czyli "Hej ho, hej ho". I nawet przez myśl mi nie przyszło, że tego pięknego dnia dostanę taki wpierdol, że raz na zawsze odechce mi się krasnalowania.

- Tłum krasnali w czerwonych czapeczkach został wówczas zaatakowany przez siły "prawa i porządku" - napisał jakiś czas później o tym wydarzeniu niejaki Wojciech Roszkowski w swojej książce "Historia Polski 1914-1990".

We Wrocławiu jest Akdamia Rolnicza. Chodziła do niej na zajęcia jedna z dziewcząt, którymi się swego czasu interesowałem. Interesowała się zespołami Baden Baden< Tonto Tonto i Duran Duran. Ja interesowałem się TSA.

TSA - czterech gra, jeden sra. Tak twierdzą złośliwi na temat człowieka-lwa.

Mój ojciec twierdził, że urodzić się we Wrocławiu to tak samo jakby urodzić się na Hawajach - nie ważne gdzie się urodzisz, ale gdzie mieszkasz. Coś w tym jest.

Tamta dziewczyna z Akademii Rolniczej miała na imię Justyna i była bardzo ładna chociaż strasznie malutka; wtedy jednakże do krasnali miałem jeszcze stosunek obojętny, więc nie przeszkadzało mi to zbytnio, mimo, że koledzy śmiali się, że, cytuję "mogłaby robić loda na stojąco". Prawda była taka, że musiała się jednak trochę schylać.

Płaczę i coraz bardziej mam ochotę na dwie butelki Chivas Regal. Jedną, żeby wypić, drugą, żeby na nią patrzeć. Gdyby nie nie było tak późno poszedłbym do sąsiada i pożyczył parę złotych na tanią flaszkę, ale po pierwsze jest zbyt późno, a po drugie sąsiad i tak by mi nie pożyczył, bo wiszę mu juz ponad stówę.

Wrocław jest najstarszym miastem na świecie. Powstał na długo przed stworzeniem wszechświata.

Dwadzieścia dwa lata temu spadłem z ogrodzenia przed szkołą i myślałem, że złamałem sobie nogę. Myliłem się, ale od tamtej pory bardzo nie bardzo lubię spadać z ogrodzeń.

Natomiast jeden z moich szkolnych kolegów, niejaki Sz., także 22 lata temu również spadł z ogrodzenia przed szkołą i się zabił.

Inny mój szkolny kolega pośliznął się na ogryzku i zleciał ze schodów, ale po pierwsze nic mu się takiego nie stało, a po drugie to nie było 22 lata temu, tylko 18.

Gdy miałem 18 lat bardzo lubiłem pić tanie wino, którego teraz pić już nie lubię. Mówią, że nawet go już nie produkują, bo było w nim za dużo siarki jak na obecne normy. Nie wiem, nie sprawdzałem, bo nie lubię go już pić.

We Wrocławiu są wspaniałe warunki do biegania, sapania, męczenia się, pocenia i rzygania - jednym słowem do uprawiania sportu.

Lubię oglądać piłkę nożną. Śląsk Wrocław jest w III lidze.

Oglądałem kiedyś taki film, który był horrorem i szedł mniej-więcej tak:

Jej kształty. Tak bardzo kobiece.

Pamiętała tylko, że słońce, że niebo, że drzewo. A później zapadła w ciemność.

Patrzyła z przerażeniem na zbliżające się zęby mężczyzny. Na kubki smakowe jego języka. Na znikające w ciemnościach migdały. Pomyślała o siostrach. Czy i je czekał podobny los?

Mężczyzna wgryzł się w nią od niechcenia. Nie umarła od razu.

Na chwilę wróciła do przytomności. Mężczyzny już nie było. Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale nie dojrzała sióstr.

Mężczyzna wrócił i wyciągnął ku niej rękę. Zrozumiała, że to koniec. Zrobiła szybki rachunek sumienia i z zadowoleniem stwierdziła, że nie nagrzeszyła zbytnio.

Poczuła, jak mężczyzna ponownie się w nią wgryza. Raz, a potem drugi i trzeci.

Umarła.

Mężczyzna wyrzucił ogryzek i sięgnął po następną stwierdzając z niesmakiem, że jej kształty nie są już tak bardzo kobiece.

No właśnie, zaskakujące zakończenie polegało na tym, że facet wpierdalał gruszki. Też coś.

We Wrocławiu mieszka mnóstwo ludzi. Wrocław tętni. I co ciekawe - chociaż w dzień tętni bardziej, to wieczorami tak jakoś jest, że wydaje się, iż właśnie wieczorami bardziej tętni.

Mam wysokie ciśnienie, ale i tak wypijam trzy kawy dziennie i to z samego rana. Po pierwsze dlatego, że lubię, a po drugie z innych powodów, o których przez grzeczność nie będę mówił. W każdym razie jak nie wypiję rano trzech kaw, to się nie wysram.

Motorniczy, który przejechał mojego psa Reksa nie miał wyrzutów sumienia. Prawdę mówiąc w ogóle tego nie zauważył. Prawdę mówiąc miał taki zapierdol w pracy, że nawet nie miał czasu się na przystankach zatrzymywać.

Zadzwoniłbym do Inglota i wyciągnął go na picie, ale w jego biurze nie ma telefonu, a hangar jest zbyt daleko, abym miał teraz, po nocy się tam włóczyć. Nawet nie będę próbował dzwonić do domu Inglota, bo wiem, że mój kolega spędza w swoim biurze 24 godziny na dobę. Jak wspominałem wcześniej, nie pozwala się odwiedzać rodzinie.

Wrocławianie ubierają się niedbale. Oczywiście istnieją też tacy, który ubierają się elegancko, ale jest ich nie więcej niż 50%, więc nie warto o nich wspominać. Sam należę do pierwszej kategorii i na tym zakończmy ten temat.

We Wrocławiu organizowane są nawet takie imprezy, na których trzeba mieć na sobie garnitur za ponad półtora tysiąca dolarów. Owszem, na większości imprez wystarczy mieć garnitur za tysiąc dolarów, ale czasami trzeba mieć taki za ponad półtora tysiąca.

Ostatnia impreza na jakiej byłem to bankiet z okazji premiery "Ogniem i mieczem". Jak dla mnie ani film, ani bankiet nie były zbyt udane. I na filmie, i na bankiecie zasnąłem. Na filmie z nudów, na bankiecie z przepicia, bo drinki były za darmo. Nie pamiętam przez kogo i dlaczego zostałem tam zaproszony, prawdopodobnie nastąpiła jakaś pomyłka.

Wrocław jest miastem młodzieży. Wrocławska młodzież ma specyficzne zwyczaje, które lubi kultywować w Rynku. Myślę, że miło jest przechadzać się po Rynku i obserwować wrocławską młodzież, która kultywuje swoje zwyczaje. Prawdę mówiąc nigdy nie byłem na wrocławskim Rynku. Jakoś się nie złożyło.

Mija już trzecia godzina odkąd siedzę i płaczę. Postanowiłem przestać płakać około północy. Wtedy skoncentruję się na rozmowie z duchami.

Poznałem kiedyś kobietę, która zamiast mózgu miała gąbczaka. Gąbczak, według Podręcznej Encyklopedii Krzyżówkowicza i Szaradzisty jest to po prostu gąbczak, nic więcej. Na szczęście inne kobiety nie mają gąbczaków zamiast mózgów - pytałem znajomego lekarza.

We Wrocławiu urodził się, tworzył i zmarł tajemniczą śmiercią Edgar Allan Poe.

Kilka lat temu rozwiązałem zagadkę śmierci Edgara Allana Poe. Jest ona jednak na tyle skomplikowana, że w obecnym stanie mówić o niej nie jestem w stanie. Poza tym ani to miejsce, ani czas. Zdradzę więc tylko, że Edgar Allan Poe żyje.

Tamta kobieta z gąbczakiem zamiast mózgu miała na imię Marysia, zupełnie jak Maria Curie-Skłodowska, Maria Callas, Maria Pakulnis, Maria Walewska, Maria Aleksandrowa, Maria Konopnicka, Maria Sharapova, Maria Stewart, Maria Conchita Alonso, Maksymilian Maria Kolbe, Jan Maria Rokita, Krwawa Maria oraz Santa Maria.

Wrocławianie to cudowni ludzie. Oczywiście, że nie wszyscy. Akurat w tym względzie Wrocław jest trochę podobny do wielu innych miast na świecie.

Na szczęście nie zakochałem się w Marysi. Na szczęście, bo nie wiem jakbym sobie poradził z tym jej pierdolonym gąbczakiem. Ale byłem bliski miłości. Człowiek zawsze jest bliski miłości gdy nie rucha od kilku miesięcy.

Najstarsi wrocławianie nie pamiętają może tego wszystkiego, co pamiętają najstarsi górale, ale za to wrocławianie pamiętają solidniej, głębiej, bardziej świadomie. Jeżeli chodzi o pamięć to nie ma na świecie drugiego miasta takiego jak Wrocław.

Z natury nie jestem pamiętliwy, ale to pewnie też trochę dlatego, że jestem jeszcze stosunkowo młody. We Wrocławiu ludziom z wiekiem poprawia się pamięć.

Najstarszy żyjący wrocławianin skończył w tym roku 782 lata, ale nikt nie chce w to uwierzyć, a metrykę biedak niestety gdzieś posiał. Ja mu wierzę. Niby dlaczego miałbym ja jemu nie wierzyć?

Mój dziadek umarł w wieku 99 lat i był pewnie strasznie zły, że nie dożył setki. Nie wiem jednakże tego na pewno - jakoś przegapiłem jego śmierć.

Rozpłakałem się teraz na dobre. Pewnie przez to wspomnienie o dziadku. Smarkam w jego chustkę i płaczę jeszcze bardziej.

Będąc kiedyś na wrocławskim Dworcu Głównym i jedząc pitę z warzywami, mniej więcej około 17.58 stałem się przypadkowym świadkiem następującej rozmowy:

- Przepraszam, ma pan może zegarek?
- Owszem, mam.
- Która jest godzina?
- Dochodzi osiemnasta.
- Dziękuję bardzo.
- Proszę uprzejmie.
- Acha, przy okazji, mam prośbę. Czy mógłby mnie pan poczęstować papierosem?
- Niestety, nie palę.
- No tak... A czy wobec tego nie pożyczyłby mi pan paru złotych? Przepraszam, wiem, że to głupio, ale na pewno oddam, zapiszę tylko pana adres...
- Nie trzeba. Ile pan potrzebuje?
- No, z sześć pięćdziesiąt. Palę Marlboro.
- Chwileczkę.
- Chyba, że nie sprawiłoby panu kłopotu... Kupiłbym sobie jeszcze zimne piwo... Strasznie gorąco dzisiaj... Oczywiście oddam wszystko, poda mi pan adres...
- Czy dziesięć złotych panu wystarczy?
- Bardzo pan łaskawy, tyle że nie wiem jak dostanę się do domu. Widzi pan, zgubiłem portfel i...
- Rozumiem. Oto dwadzieścia złotych, proszę bardzo.
- Jakby tu panu powiedzieć... Głupia sprawa, ja mieszkam w Szczecinie...
- Dam panu sto złotych. Więcej nie mam.
- Dziękuję panu serdecznie. Wiedziałem, że są jeszcze porządni ludzie na tym świecie! Ale, ale. Chyba nie wystarczy mi na nic do zjedzenia w pociągu, a nie jadłem już prawie cały dzień.
- Wierzę, ale mówiłem panu - więcej nie mam.
- A czy mógłbym wobec tego, o ile nie będzie to wielkim problemem, zjeść kolację w pańskim domu?
- No cóż, nie wiem co powiedziałaby na to moja żona...
- O to niech się pan nie martwi! Nie sprawię wielkiego kłopotu. Co najwyżej przenocuję u państwa kilka dni.

I co z tego? P.S.T.R.O. A pita z warzywami na wrocławskim Dworcu Głównym nie jest już tą pitą z warzywami jaką była ongiś.

Wrocław jest absolutnie wyjątkowym miastem. To we Wrocławiu nakręcono "Pożegnanie z Afryką". To we Wrocławiu znajduje się Stonehenge. To Wrocław ufundował Nagrodę Nobla. To Wrocław skomponował "Dla Elizy" a także "Smoke On The Water".

Kiedyś, zupełnie niechcący, omal nie dokonałem aktu samospalenia. Pijąc na umór zasnąłem z niedopitą flaszką w dłoni i zapalonym papierosem w ustach. Nie chcę nawet myśleć o tym, co by się stało gdyby wódka wylała się na mnie, a papieros wypadł mi z gęby. Na szczęście musiało przyśnić mi się coś nieprzyjemnego, bo wrzasnąłem przez sen, a prąd powietrza poniósł niedopałek aż pod okno i w sumie spaliły mi się tylko zasłony.

We Wrocławiu mamy gaje pomarańczowe, a nie jak gdzie indziej - zielone. We Wrocławiu rosną palmy. We Wrocławiu ludzie zbijają kokosy.

Jak dotąd nigdy nie byłem nigdzie zatrudniony. Być może dlatego nie osiągnąłem znaczących sukcesów zawodowych. Mimo wszystko jestem jednak dumny z tego, że nie przybrałem kształtu sprężyny, aby szybciej skakać po stopniach kariery.

Przeczytałem kiedyś książkę, która była trochę harlequinem, ale nie tak dość i szła mniej-więcej tak:

Globus miał wielki łeb, chude ramiona i patykowate nogi. Znad jego warg sterczały rzadkie jasne włoski - trudno byłoby nazwać je wąsami, więc nie będę ich nazywał w ten sposób. Oczy Globusa były prawie przezroczyste - tak bardzo jasnoszare. Trochę się garbił. Nie był to ładny chłopak, umówmy się.

Natomiast Lalka była śliczna. Miała wszystko to, co powinna mieć śliczna dziewczyna - długie nogi, kształtny tyłek, duże cycki i ładną buzię.

Globus i Lalka za życia nigdy się nie spotkali. Może to i lepiej, bo Globus łatwo się zakochiwał - zawsze bez wzajemności, bo był brzydki i nieśmiały, dzięki czemu w wieku 22 lat ciągle pozostawał prawiczkiem, co jak się okaże, nie pozostanie bez wpływu na jego dalsze losy. Lalka natomiast była bardzo wybredna jeżeli chodzi o mężczyzn. Prawdę mówiąc wybrzydzała tak bardzo, że w wieku dwudziestu lat, wbrew temu co sądzili na ten temat drudzy, zachowała dziewictwo, co jak się okaże, również nie pozostanie bez wpływu na jej dalsze losy.

15 maja 1997 roku Globus wstał wcześniej niż zwykle. Zwykle wstawał bowiem później niż wcześniej. Tym razem jednak wstał wcześniej i okazało sie to katastrofalne w skutkach.

15 maja 1997 roku Lalka obudziła się w tym samym momencie co Globus. Był to zbieg okoliczności. Nie mogła już zasnąć, więc wstała i zaczęła golić sobie nogi. Również ta decyzja okazała się katastrofalna w skutkach.

Globus umarł o godzinie 5.47. Mył właśnie swe krzywe żółte zęby, gdy zamocowana na słabych śrubach umywalka urwała się i spadła mu na nogi. Siła uderzenia spowodowała, że wielka głowa Globusa poleciała do przodu i z całym impetem przyrżnęła w lustro. Globus zginął na miejscu, a bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie się szczoteczką do zębów.

Lalka umarła w tym samym momencie co Globus. Najpierw delikatnie zacięła sie przy goleniu. Goleń znajduje się nieco pod kolanem. Lalka wstała i wyjęła z szafki watę oraz wodę utlenioną. Nie zdążyła jeszcze zamknąć drzwiczek, gdy zamocowana na zbyt słabych śrubach szafka zerwała się i spadła Lalce na jej śliczne nóżki. Siła uderzenia spowodowała, że Lalka złamała się wpół. Bezpośrednią przyczyną śmierci było przebicie serca jednym z jej ślicznych żeberek.

Pan Bóg lubi niepokalanych. Globus i Lalka obecnie pełnią funkcję aniołków w Niebie. Poznali się i polubili. Globus nie zakochał się w Lalce, gdyż aniołki nie potrafią się zakochiwać.

Książka nie podobała mi się i bardzo żałuję, że ją przeczytałem. Gdybym mógł cofnąć czas, na pewno bym jej nie przeczytał. Co więcej, nie przeczytałbym również kilku innych książek, że wymienię tylko "(tu wstawcie sobie dowolną znienawidzoną lekturę z podstawówki bądź z liceum)" i "(tu wstawcie Pana Tadeusza)".

Pan Tadeusz był ojcem mojej drgiej żony. Wspominam o nim tylko dlatego, że akurat mi się przypomniał. Był to mężczyzna o słusznym wzroście i niesłusznych poglądach. Twierdził m.in., że Wrocław wcale nie wygrał Mistrzostw Świata w Hiszpanii, tylko że zrobili to jacyś Włosi. Kto słyszał o Włochach grających w piłkę? Jest to naród, który słynie z pizzy, spaghetti, lasagne, cappuccino oraz Watykanu.

My tutaj, we Wrocławiu, jesteśmy bardzo gościnni. Oto jak witamy przyjezdnych: "Cześć, cześć, Wrocław wita wieś".

We Wrocawiu, mimo, że jesteśmy miastowi, wiemy doskonale jak robi kura. Kura robi ko ko. Wiemy też jak robią inne zwierzęta pochodzące spoza Wrocławia. Krowa robi mu. Owca robi me. Osioł robi i-a. Kaczka robi kwa kwa. A koń: icha cha.

Chodziłem do Liceum Kupieckiego przy ulicy Drukarskiej, dzięki któremu na świadectwie maturalnym mam napisane "zawód: sprzedawca", co w życiu pomogło mi mniej więc tyle samo, co gdybym miał tam napisane "zawód: chleb razowy". Mniej więcej tyle samo też mi to zaszkodziło.

Do Liceum Kupieckiego przy ulicy Drukarskiej chodziły razem ze mną ładne dziewczyny i dzięki temu wspominam tę szkołę z nostalgią.

Zbliża się północ i zaraz przyjdą duchy, a ja nie mogę przestać płakać, mimo że przecież coś sobie obiecałem.

Drugi raz ożeniłem się w wieku 24 lat i rozwiodłem 13 miesięcy później. Między innymi przez to, że moja ówczesna żona uparcie twierdziła, że zapomniałem o naszej rocznicy ślubu. Nic podobnego, wcale nie zapomniałem o naszej rocznicy, ja po prostu, jak wielu innych mężczyzn-małżonków, w ogóle nie znałem tej daty. Gwoli ścisłości - rozwiedliśmy się także z innych przyczyn, jak np. (tu wpiszcie sobie niezgodność charakterów, czy co tam tylko chcecie).

Przyszły duchy, ale ciągle płakałem, więc sobie poszły.

Moja druga żona była nie dość, że ładniejsza od pierwszej, to jeszcze bardziej wymagająca i miała więcej wad. I tyle na jej temat.

We Wrocławiu, tym piastowskim, mają taki zwyczaj, że jak Niemcom braknie forsy nikt im nie pożycza.

My tutaj, we Wrocławiu, nie lubimy Niemców. Pewnie dlatego jest ich u nas tak dużo - to bardzo przekorny i złośliwy naród.

We Wrocławiu zwykło się mówić:

- Lepszy gołąb na dachu, niż „Za garść dolarów” w wersji włoskojęzycznej.

Oraz:

- Lepsze cokolwiek, niż film w wersji niemieckojęzycznej.

Interesowałem się kiedyś dziewczyną, która nie potrafiła przełamać pewnych oporów oraz barier i dlatego z nią zerwałem, co przypłaciłem później wyrzutami sumienia, bo po naszym rozstaniu bardzo schudła i w ogóle podupadła na zdrowiu. Opory oraz bariery, o których wspomniałem dotyczyły spraw, o których gentleman nie zwykł rozmawiać w towarzystwie, dlatego taktownie je przemilczę. Powiem tylko, że seks analny jest dobry głównie dla kobiet indolentnych, bo i tak mają wszystko w dupie.

Wrocław - Miasto Tysiąca Słońc. Wrocław - Miasto Aniołów. Wrocław - Miasto Tysiąca Minaretów. Wrocław - Miasto Tajemnic. Wrocław - Miasto Lwów. Wrocław - Miasto Chińskich Ogrodów. Wrocław - Miasto Tysiąca i Jednej Nocy. Wrocław - Miasto Ciasto. Zobaczyć Wrocław i umrzeć.

Tylko raz byłem świadkiem czyjejś śmierci. Była to śmierć jednego z moich szkolnych kolegów, niejakiego Sz., który 22 lata temu spadł z ogrodzenia przed szkołą i się zabił.

Tamta dziewczyna z oporami i barierami miała na imię Wioletta i miała bardzo duże piersi, które po naszym rozstaniu znacznie się zmniejszyły. Mimo wszystko miło ją wspominam, przynajmniej wizualnie, ale tylko z okresu kiedy byliśmy jeszcze parą.

We Wrocławiu każdy człowiek ma swój własny styl, tyle tylko, że większość ma taki sam.

Kiedyś nosiłem się na styl kowbojski, później nosiłem się jak panisko, obecnie noszę się z zamiarem noszenia się w kurniku.

Wrocławianie odkryli Amerykę. Nie wiem tylko po co, skoro i tak byli jej rodowitymi mieszkańcami.

Niektórzy wrocławianie mówią innym językiem niż pozostali wrocławianie, którzy mówią tym samym. Ci pierwsi na przykład witają się mówiąc "cze", a żegnają mówiąc "narczyn". Wdzięczność wyrażają słowem "dziękson" lub "dziękówa", a przepraszają słowami "sorson", "sorensja" albo "sorewicz". Zgadzają się z czymś jednym krótkim "włacha" i wyrażają zadowolenie słowem "spoksik". Więcej przykładów przytaczał nie będę, bo pierdolę ten język, mimo, że czasem sam go używam, ale tylko dla żartu, nigdy na serio. Poważka.

We Wrocławiu znajduje się słynny Hyde Park. Mamy również Aqua Park, Gorky Park, Itchycoo Park, Central Park, Linkin Park, South Park, Hollywood Park, Jurassic Park, Kentucky Horse Park, Park Avenue, Tatrzański Park Narodowy i Park Hanki Sawickiej.

Jakiś czas temu siedziałem sobie w Parku Hanki Sawickiej na ławce, zarabiając na życie myśleniem o liczbach jakie padną w multilotku i popijając mleko z kartonu, gdy podszedł do mnie wzburzony
mężczyzna ciągnąc za ucho może sześcioletniego nieznajomego chłopaka.

- To pana syn? - zapytał facet,a chłopak pokornie spuścił głowę - Mówi, że pana.
- Bo mój - odparłem, będąc z natury stosunkowo przekornym człowiekiem.
- Właśnie napluł mi na palto.
- Pewnie niechcący - wyraziłem przypuszczenie.
- Tak? - zapytał kpiąco wściekły mężczyzna - Naszczał mi również w kapelusz.
- A co pan sobie myśli? - naskoczyłem na niego znienacka, wstając raptownie - To w końcu tylko dziecko. Niech pan go puści!

Facet posłusznie puścił chłopaka, najwyraźniej nieco zbity z tropu moją gwałtowną reakcją, a także tym, że byłem od niego co najmniej o głowę wyższy i co najmniej 20 kilo cięższy. Dziecko zaczęło masować się po czerwonym uchu, a ja chwyciłem je za ramię i posadziłem na ławce.

- Na drugi raz - powiedziałem do faceta - zamiast urywać chłopakowi uszy, niech go pan lepiej nastraszy. Powie na przykład, że jak nie przestanie, to go pan złapie i zamknie do worka.
- Do worka? Żeby mi nasrał?

Mężczyzna odszedł, a ja usiadłem na ławce obok chłopca i wyciągnąłem ku niemu karton z mlekiem.

- Chcesz? - zapytałem.
- A co ja, kurwa, kot jestem? - odparł chłopiec, po czym wstał i pobiegł w nieznane.

Dochodzi druga, a ja ciągle nie mogę przestać płakać. Chustka mojego dziadka jest już tak zasmarkana, że patrząc na nią chce mi się rzygać. Więc rzygam, bo czemu mam nie rzygać, skoro mi się chce?

Nie mam dzieci i nigdy nie miałem, chociaż dwa razy byłem tego stosunkowo bliski. Raz z pierwszą żoną, a drugi z drugą. Na szczęście nic z tego nie wyszło. Mówię "na szczęście" nie dlatego, że nie lubię dzieci, wręcz przeciwnie - lubię ich, ale dlatego, że nie mam nawet na najtańszą wódkę, a co dopiero na alimenty.

O ile mnie pamięć nie myli, raz chyba byłem zakochany. Niestety nie bardzo pamiętam w kim, ale wnioskując z mojej wrażliwości i niezłego gustu, musiała być to naprawdę wyjątkowa kobieta.

We Wrocławiu ludzie uśmiechają się, a na policzkach tworzą im się dołki. We Wrocławiu ładne kobiety nie pierdzą. W ogóle we Wrocławiu jest jak w raju. Może dlatego Wrocław nazywany jest też Martinem Edenem.

Jakiś czas temu byłem posiadaczem samochodu. Nakleiłem sobie na niego nalepkę z napisem "Wrocław, moje miasto". Odlepiłem ją jednakże po kilku dniach, ponieważ zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to ani ten Wrocław mój, ani ja jego.

Wypłakałem już wszystkie łzy i płaczę teraz wodą z czajnika. Wiem to na pewno, bo próbowałem - woda z moich oczu nie jest słona i smakuje jak ta z czajnika.

Zastanawiam się dlaczego ja właściwie płaczę:

- ...

Nie wiem, jak Boga kocham, nie wiem.



 Marcin Krasucki -  sprawdź autora   galeria autora

 Średnia ocen: 5.1 (188 głosów)

 Komentarze:                                      Dodaj komentarz   Przejrzyj wszystkie (34)
Człowiek ktory zabił czas- Les Paul () - 2008-12-09 21:38:10
Czytałem ten tekst dobrych pare lat temu i wydawało mi się, że jest świetny. Dzisiaj czytam go ponownie i uważam, że jest świetny.
świetne- ja () - 2007-02-15 21:00:22
trafiłam na tę stronę poszukując wiersza, przez przypadek zaczęłam czytać ten tekst początkowo myślałam że pisze to jakiś kompletny debil w ostatneczność się zaczytał i nieźle uśmiałam...moje gratulacje ps; co bierzesz??
Brak tytułu- Beata () - 2006-12-21 18:28:36
Gratulacje. Świetny tekst. Pozdrawiam. Koleżanka z klasy (też sprzedawca)
Brak tytułu- Krass (krass@rock.com) - 2006-01-06 11:31:03
Ja też wolę, ale nie potrafię czytać własnych tekstów :) Pozdrawiam serdecznie
:)- Tomek (bookman@op.pl) - 2005-11-18 19:46:34
ciekawe i wciągające, jednak ja wolę być pewny bezbłędności loicznej, stylistycznej i ortograficznej przed opublikowaniem tekstu...


Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Redakcja zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia opinii zawierającej treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, reklamowe, naruszające prawa cernuus.art.pl lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego.

Jednocześnie przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie, o których mowa powyżej, może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.

           Teatr

    I kto to mówi

        Obyczaje

          Eseje

          Poezja

        Recenzje

          Proza

  Cienką kreską

       Reportaże

     Komentarze

   Ustaw jako startową     Dodaj do ulubionych     Kontakt      Home      Biuletyn Cernuus: (mail)     

Czasopismo kulturalne Cernuus ukazuje się od 1999 r. w Olsztynie
Wydawca - Olsztyńskie Towarzystwo Inicjatyw kulturalnych
Redakcja - Jakub Rudnicki, Jakub Ciczkowski, Paulina Sosnowska


Motywy literackie
gry on line - Seat - przeprowadzki w krakowie - Bielizna erotyczna - dotacja na założenie firmy